Muszelka czerwona

Dziś zdjęciowo-podróżnie. Jeszcze wyciągnięte z szuflady wspomnienia z wyprawy do Hongluosi, czyli Swiątyni Czerwonej Muszli, miejsca które potocznie nazywane jest „Swiątynią Pięciuset Avatarów”, a to ze względu na poukrywane po lasach posągi buddów w ilości dość sporej.
Swiątynia buddyjska jak to czasem bywa położona jest w górach, oczywiscie aby ją zobaczyć trzeba się trochę powspinać, dla wszystkich chętnych połażenia po górach i pooglądania pięknych widoków – polecam, nie drugno dojechać z Pekinu, a i wrażenia ciekawe.


I dziś w zasadzie tyle. Może ta Swiątynia Czerwonej Muszli będzie wstępnem do „czerwonych” obchodów 90. rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej, która to już za kilka dni. Całe Chiny już się przygotowują do tego dnia. O tym więcej w trakcie.

Pozdrawiam,
jakub

Telewizor

Rok 1984. Seul. Rodzina Lee. Przygotowania do pielgrzymki Jana Pawła 2 do Korei trwają. Także w domu państwa Lee. Pani Lee bardzo chce pojechać na spotkanie z papieżem, na wspólną mszę świętą, jednak ze względu na stan błogosławiony (jest wtedy w ciąży, niedługo ma urodzić córkę – Lee Eunhye) nie może pojechać. Czasy jakie są każdy może sobie wyobrazić, lata osiemdziesiąte w wielu krajach wyglądały podobnie. Nie przelewało się w rodzinie, a na horyzoncie rysował się poród i nowy członek rodziny, a w zasadzie członkini. Jednak pani Lee bardzo zależało na tym aby z papieżem się się zobaczyć, albo chociaż aby papieża zobaczyć. Namówiwszy pana Lee udało się im za odłożone na zupełnie inny cel kupić czarno-biały telewizor. Po co? Po to tylko, żeby można było zobaczyć jak wygląda wizyta papieża w Seulu i jak w ogóle papież wygląda. Można powiedzieć, że telewizor u państwa Lee pojawił się za sprawą papieża Jana Pawła 2. Do dziś jego zdjęcie stoi obok zdjęcia Jezusa Miłosiernego z Łagiewnik na kredensie. W Seulu. Daleko od Polski. Daleko też są święta. I też się wspomina takie „małe” cuda. Właśnie dziś.

I daleko dziś przychodzi świętować. Już kiedyś wspominałem – gołe święta. To tak jakby ktoś pozrywał całą „magiczną” otoczkę polskich świąt i zostało tylko hasło do spełnienia – „świętuj”. Pojawia się tylko pytanie – jak? Odpowiedź przychodzi nie tak długo po pytaniu – po prostu świętuj tak jak trzeba, przeżywszy święta, a nie magię świąt, która temu towarzyszy. Bo i samo pójście do kościoła, pomodlenie się, odprawienie modlitw nic nie da, jeśli nie idzie za tym prawdziwe przeżycie świąt. Tego też życzę i Wam. Przeżycia!

A co tutaj w kościele? Łza w oku i wspomnienia przepięknych świąt sprzed laty.



Czytaj dalej Telewizor

Hanami – Festiwal kolorów Życia!

„Hanami – Kwiat Wiśni” – jeden z ciekawszych filmów kina niemieckiego, które dane mi było oglądać. Kino niemieckie, choć dotyczy w dużej części Japonii (czego po tytule można się domyśleć). Film polecam, ale dziś nie o nim, a o hanami samym w sobie (istocie hanami). Hanami z japońskiego oznacza, z tego na ile znam japoński, podziwianie w szczególności kwiatów wiśni. Kwiatów wiśni dopiero co pączkujących. W Japonii tradycja ta corocznie powtarzana przez większość społeczeństwa dla nas również może być dostępna. A powiem, że warto ruszyć się czasem z domu i podziwiać kwiaty. Jeśli nie wiśni, to tych roślin, które właśnie zakwitły. A kolorów co nie miara! Fotorelacja z dwóch ostatnich dni.



Czytaj dalej Hanami – Festiwal kolorów Życia!

Wiosenne święto zmarłych

Dokładnie tydzień temu obchodzone było w Chinach i w wielu krajach Azji 清明节 [Qingming jie] „Święto przodków”. I może dziś głównie o tym właśnie. Jako, że z tej okazji były dni wolne od pracy i studiów, postanowiliśmy wybrać się na cmentarz. Cmentarz 八宝山 [Babaoshan] to bodaj największy cmentarz w Pekinie. Historyczne miejsce w którym spoczywają szczątki wielu ważnych dla historii kraju ludzi. Zarówno sprzed czasów rewolucji i rządów komunistycznych, jak i już z obecnego obozu politycznego, spoczywa wielu artystów i ludzi sztuki. I może zabrzmi dzisiejszy wpis jak zapiski obcokrajowca, który myśli że odkrył Amerykę udając się w miejsce różniące się od europejskich odpowiedników, a potem opisuje to co zobaczył, ale tym razem czułem się trochę jak taki „zielony” w Chinach. Miejsce i czas nadzwyczaj specjalny. Wyobrazić sobie polski cmentarz w okresie Wszystkich Świętych nie jest trudno. Nie jest trudno zrozumieć wszelkie zwyczaje, które temu dniu towarzyszą (a towarzyszy nie aż tak wiele). Natomiast tutejszy cmentarz w oczach obcokrajowca (piszę w swoim imieniu), wywarł dość mocne wrażenie. Niech zamiast słów przemówią zdjęcia, będące tego zadziwienia egzemplifikacją. Jedynym komentarzem niech będzie krótki opis zwyczajów.
Czytaj dalej Wiosenne święto zmarłych