Granadę czas zacząć

Witajcie,

z tygodniowym opóźnieniem zaczynam pisać, które to tylko pośrednio było z mojej winy. Dużo się wydarzyło. Oj, ale to zwykle się wiele dzieje, więc w zasadzie nic nowego, po staremu.

Co do samych wydarzeń, to pewnie będę wracał w kolejnych postach do tego się wydarzyło jak tylko tu przyjechałem. Dziś to już tydzień mija od przybycia. Tydzień udany.

Zaczynając od rzeczy priorytetowych , bo na priorytetach nasze życie się opiera, czy nie? Oj, nieważne, ale od priorytetów zacznę.
Niewątpliwie priorytetem po przybyciu tutaj było mieszkanie. No i w drugie dzień w Granadzie, znalazłem mieszkanie. Przestronne, ładne i co najważniejsze – tanie. Nie było to strasznie trudne, ale wymagało trochę wysiłku aby zadzwonić, dogadać się, umówić na spotkanie, zobaczyć i …powiedzieć, że się podoba i, że je biorę. No i nie oglądałem wielu mieszkań, nie dzwoniłem pod wiele telefonów (bo się wstydziłem) – stwierdziłem rano drugiego dnia, że poczekam do popołudnie, wtedy się pewnie będzie lepiej szukało (nie wiem jaka jest zależność, między porą dnia, a komfortem szukania, ale wmówiłem sobie coś takiego) i błąkałem się po mieście, zaglądając tu i ówdzie. Nie była to wcale zła decyzja, ponieważ po południu zobaczyłem cudowne ogłoszenie – „Poszukiwany Student na współlokatora. tratatata… Cena: 140 EUR”. Dla mnie to było wybawienie, takie tanie mieszkanie! Cudownie, trochę daleko, bo na mapie Granady nie było tego miejsca ale co tam:) Poszedłem na piechotkę, bo to zdrowo i przez całą drogę towarzyszyło mi przekonanie, że chociaż jeszcze mieszkania nie widziałem, to już jestem zdecydowany, że je wezmę. No i tak też się stało. Jak tylko zobaczyłem dzielnicę, mieszkanie od razu powiedziałem, że je biorę. No i teraz mieszkam z dwiema współlokatorkami z Peru i Ekwadoru. Nie rozumieją zbyt wiele po angielsku, więc gimnastykuję się z moim niezawodnym hiszpańskim. Jakoś wychodzi, choć wiadomo, wielokrotnie jest bardzo śmiesznie. Zwłaszcza jak robię głupie błędy ze słowami. Jak to mawiają poco a poco i wszystko będzie dobrze.

Atmosfera w domu jest niezwykle pozytywna. Co ciekawe, od razu utarło się, że posiłki jemy razem. To taka rzecz pozytywnie wpływająca na nasze relacje. Mamy salon gdzie zwykle siedzimy wszyscy razem rozmawiając, oglądając telewizję, używając Internetu.

Wszystko to w wielkim skrócie, stopniowo będzie rozwijane.

Co do samego miasta, to zaskakuje. Codziennie wiele ciekawostek. Choć czuje się podobnego ducha jak w Lublinie, ducha wielokulturowości, gdzie Hiszpanie, Arabowie, Romowie żyją obok siebie, a gdzieś między nimi plącze się niezliczona ilość studentów z różnych krajów świata…

Na koniec obrazek, który streszcza wszystko:)

cała prawda

Reszta jutro!

Adios!

jk