6×4 = 24 – czyli 24. rocznica wydarzeń z 1989 roku z pl. Tiananmen

IMG_6816

„6×4=24” Pod takim hasłem odbyły się w Tajpej obchody dwudziestej czwartej rocznicy krwawo stłumionych protestów na pl. Tiananmen w Pekinie dotyczących sprzeciwu społeczeństwa względem polityki Partii Komunistycznej. Szóstego czerwca 1989 roku, pokojowe demonstracje studentów z wielu pekińskich uczelni (m.in. z Uniwersytetu Pekińskiego, Uniwersytetu Qinghua, Uniwersytetu Renmin) zostały brutalnie spacyfikowane. W wyniku wydarzeń, które często określane są mianem „masakry z pl. Tiananmen” zginęło wiele tysięcy ludzi. Do dziś dzień nikt z ówczesnych przywódców partyjnych, odpowiedzialnych za wydanie rozkazu użycia siły do studentów nie odpowiedział prawnie za tę decyzję. Do dziś także temat „6.04 – 六四” (wydarzenia z 1989 roku określane są na zasadzie daty) jest w Państwie Środka tematem tabu. W szkołach nie porusza się tego co się wydarzyło w 1989 roku. W chińskim Internecie również próżno szukać prawdziwych informacji na ten temat, cenzura blokuje wszelkie możliwe próby wyszukania tego hasła.

Dziś, 24. lata po wydarzeniach na pl. Tiananemn, w Tajpej stolicy Tajwanu na pl. Wolności zebrało się wiele osób (głównie Tajwańczyków ale również studentów z Chin Kontynentalnych, Hong Kongu, Makao jak również wielu obcokrajowców mieszkających na Tajwanie) chcąc zwrócić uwagę opinii publicznej i mediów międzynarodowych na tę ciągle nierozwiązaną kwestię. Zebrani łączyli się w solidarności również ze wszystkimi innymi obecnie prześladowanymi w ChLR, m.in. Ujgurami (którzy podejmują tłumione kroki ku niepodległości), Tybetańczykami (których kultura jest zastępowana kulturą grupy etnicznej Han, stanowiącą większość społeczeństwa chińskiego), a także z laureatem ubiegłorocznej nagrody Nobla – Liu Xiaobo (zebrani mogli założyć maski z jego podobizną podpisane – Przyjaciele Liu Xiaobo). Liu Xiaobo, przebywa obecnie w więzieniu pod Shenyang w północnych Chinach skazany na wiele lat pozbawienia wolności, powodem umieszczenia go za kratkami jest rzekomy prowadzona przez niego „działalność wywrotowa”.

Zebrani na pl. Wolności w Tajpej, mogli posłuchać wspomnień uczestnika wydarzeń z 89′, który mieszkającego obecnie na Tajwanie oraz mogli również obejrzeć film poświęcony tzw. „tank man”, człowiekowi, który postawił się jadącym czołgom na Alei Chang’an (prowadzącej do pl. Tiananmen), gdzie użyto siły wobec protestujących. Gestem solidarności z organizacją „Matki Tiananmen”, nieformalną grupą zrzeszającą rodziny ofiar, założoną przez jedną z matek (stąd nazwa) było odpalenie przez wszystkich zebranych „świeczek pokoju” mających symbolizować szerzenie pokoju na świecie.

Organizatorzy, odnieśli się także do kwestii odwiedzin Chin przez polską delegację, mówiąc iż nie jest stosowne aby w ten dzień przywódcy innych państw zamiast mówić o prawdzie sprzed 24 lat, rozmawiali przy jednym stole z politykami chińskimi o biznesie udając, że nic się nie wydarzyło i o cała sprawa została zapomniana. Organizatorzy podkreślili, że zdają sobie sprawę z sytuacji w jakiej została postawiona polska delegacja, jako że termin został ustalony przez stronę chińską, jednak zabrakło ze strony Polski konkretnych kroków mających na celu pokazanie, że światowa opinia publiczna solidaryzuje się z ofiarami z ’89, zwłaszcza w Polsce, gdzie w ten dzień obchodzone były wolne wybory.

Podczas spotkania w Tajpej można było kupić wiele publikacji książkowych dotyczących obecnej sytuacji Chin, Tajwanu, wolności słowa a także innych aspektów życia społecznego w tych dwóch krajach. Z ciekawostek, torby w jednym ze stoisk zawierały wizerunek Przewodniczącego Mao, z napisem „potrzeba więcej mówić”, zakrywającym jednak usta samego Przewodniczącego. I tak, postać historyczna kończy jako obiekt artystycznych kreacji wyrażając swoje poparcie/sprzeciw wobec wolności słowa.

Zaślubiny w szczepie Paiwan – GALERIA

IMG_3436

Zaślubiny w szczepie Paiwan wcale do najłatwiejszych nie należą. Zarówno dla pana młodego jak i młodej panny. Otóż jak w wielu kulturach, tak też i w kulturze szczepu Paiwan narzeczona winna być „skradziona” rodzicom przed ślubem. Cała ceremonia sprowadza się do wykradzenia/wykupienia narzeczonej. Oczywiście pan młody o rękę winien wcześniej poprosić ojca panny młodej, a dopiero po otrzymaniu zgody próbować ją wykraść. Jest to zarówno sprawdzian dla młodego i jego przyjacieli, którzy to wraz z nim biorą udział w „napadzie” na dom panny młodej, a także dla samej rodziny panny młodej, w jaki sposób powinni się bronić, a w końcu w którym momencie skapitulować i oddać dziewczynę. W Polsce zwykle sprawa kończy się na kilku butelkach dobrej wódki. Na Tajwanie jeśli już to będziemy rozmawiać o winie ryżowym, które to jest prawdziwym przysmakiem wytwarzanym głównie przez aborygenów. Jednak w tym przypadku na winie się nie kończy i pan młody musi się wykazać sprytem zarówno fizycznym jak i inteligencją. Wielokrotnie ceremoniał przybiera postać zabawy, gdzie panna młoda jest chowana gdzieś w górach i nie pozostaje nic innego jak iść jej szukać, a głęboko w lesie czeka wiele niebezpieczeństw, część z nich przygotowana specjalnie przez rodzinę panny młodej.

Kiedy już panna młoda zostanie wykradziona, w kolejnych dniach można przystępować do ceremonii zaślubin. Tutaj bardzo charakterystycznym elementem jest podwójny kubek, z którego państwo młodzi muszą napić się trunku bez rozlewania. Wszystko jest tym bardziej skomplikowane, że kubki są połączone i zarówno pan młody jak i panna młoda muszą pić tak samo. Zwykle przy piciu z takich kubków jest dużo śmiechu i zabawy. Oczywiście towarzyszą temu wszelakie przesądy, że jeśli coś się rozleje to przecież jakiś pech musi spotkać naszych szczęśliwych zaślubionych.

Element który kończy wesele, a także jest powtarzany podczas „Pięcioletniego święta” (jest to tradycyjne święto wszystkich członków szczepu Paiwan obchodzone co pięć lat). Buduje się wtedy dużą konstrukcję z bambusowych tykiew, do których to zwieńczenia przymocowane jest coś na wzór huśtawki. Ta specjalna huśtawka przeznaczona jest dla żon, które muszą zostać rozbujane przez swojego męża. I kolejny przesąd z tym związany: im wyżej rozbujamy żonę, tym pomyślniejsze będzie nasze wspólne życie, jeśli mąż nie ma za dużo siły, albo…żona wypadnie z huśtawki, wtedy oczywistym jest, iż nie oznacza to nic dobrego dla żadnej ze stron.

Aborygeni tajwańscy – Szczep Paiwan (GALERIA)

IMG_3823

Plemię Paiwan jest jednym z większych plemion aborygenów na Tajwanie. No tak, a to na Tajwanie są aborygeni? Otóż tak, Tajwan również tak samo jak i wiele innych miejsc na świecie (m.in. Australia, która chyba jest najbardziej znana z aborygenów) posiada swoich własnych pierwotnych mieszkańców, którzy zamieszkiwali wyspę jeszcze na długo przed przybyciem tutaj osadników z Chin kontynentalnych. Obecnie wyróżnia się trzynaście szczepów zamieszkujących Tajwan i okoliczne wyspy. Paiwan to tylko jeden z nich zamieszkujący południowo-wschodnią część wyspy w okolicach góry Dawu, która dla członków szczepu Paiwan ma szczególne znacznie.

Każde z plemion aborygenów tajwanskich posługuje się innym językiem. Oczywiście w czasach obecnych większość potrafi mówić w oficjalnym języku – chińskim, wielu potrafi mówić w tzw. języku tajwańskim, czyli dialekcie z chińskiej prowincji Fujien (przybyli na Tajwan w XIX wieku Chińczycy posługiwali się tym językiem, tym samym jako, że teraz stanowią większość mieszkańców Tajwanu, także ich język stał się powszechnie używanym). Oczywiście każdy z tych języków różni się na tyle od innych, że szczepy między sobą nie mogą się porozumieć jeśli nie używają jakiegoś wspólnego języka.

Członkowie szczepu Paiwan mają bardzo ciekawe zapatrywanie na to skąd wziął się człowiek. Otóż w ich mitologii postacią szczególną jest wąż – Baibu – co na polski możemy przetłumaczyć jako wąż stu kroków. Nazwa oczywiście pochodzi od tego, że jeśli zostaniemy ugryzieni przez tegoż węża to zapewne mamy około stu kroków do przejścia przed śmiercią. Ten oto wąż złożył w pradawnych czasach dwa jaja w dwóch misach. O poranku kiedy słońce wzeszło, oświetliło misy, z jaj wykluły się dwie postaci: mężczyzna i kobieta. Od tej pory wąż Baibu jest szczególnie czczony wśród szczepu Paiwan. Teraz także, w kulturze Paiwan, rozróżnia się przynajmniej dwa rodzaje mis: męską i żeńską, czasem również mieszaną. Różnica tkwi w wyglądzie. Męska udekorowana jest wężem, który uosabia męskość, żeńska wypustkami mającymi przypominać kobiece sutki – na znak kobiecości, mieszana posiada oba symbole. Oprócz celów konserwowania żywności, bądź dekoracyjnych obecnie takie misy nie są powszechnie używane, niegdyś były swoistą lodówką. Pojemnikiem gdzie można było zasypać żywność solą i tym samym przedłużyć jej termin ważności.

Problem z wężem pojawił się kiedy do Paiwańczyków przybyli misjonarze z zachodu i zaczęli im wyjaśniać tajniki chrześcijaństwa. Kiedy dochodzili, albo zaczynali, mówić o Raju i Adamie i Ewie kuszonych przez…węża, Paiwańczycy nie mogli w żaden sposób uwierzyć, że wąż może być taki zły. Pomysł misjonarzy na to jak tę sprawę rozwiązać nie był wcale taki skomplikowany. Wytłumaczyli aborygenom, że wąż z Raju i wąż Baibu to dwa odrębne gatunki i nie mają ze sobą nic wspólnego. Wąż z Raju jest wężem złym, natomiast wąż Baibu pozostał dobrym tak aby nadal mógł być integralnym elementem kultury Paiwan.

Obecnie oczywiście mało kto wierzy w te historie. Aborygeni niewiele różnią się od innych mieszkańców wyspy. Szczep Paiwan to obecnie kilkanaście wiosek położonych dookoła góry Dawu. Większość z nich nie żyje jednak w centrum wioski ale w tzw. „Shequ” czyli osiedlach, które rozsiane są po stokach gór i dolinach i ich podnóży. Tam mogą uprawiać swoje taro, ryż, ziemniaki, kokosy i wiele innych dobrych i zdrowych przysmaków. A wąż Baibu…czasem się pojawi gdzieś w trawie, ale już teraz nie gryzie ludzi, bo w końcu jest naszym stworzycielem.