użyj wyobraźni

Miało być o Chinach. To proszę.

Po skończeniu licencjatu przybyło ciekawostek, których można wspomnieć i tutaj. To zaczniemy od sprawdzenia na ile nasza europejska wyobraźnia może być działająca.

Konkurs. Pytanie bardzo proste: Czego to jest plakat? Co reklamuje? Pomysły proszę wpisywać w komentarzach. I użyć wyobraźni, ponieważ plakat może być mylący.


Oczywiście Han Xu nie bierze udziału w konkursie!

Pozdrawiam,

jk

koniec

Licencjat skończony. 43 strony tekstu o kondycji rodziny w Chinach posiada już ostatnią kropkę. Wielka radość z ukończenia i wielka radość z tematu, który wciągnął do samego końca. Oczywiście po wysłaniu całości, od razu pojawiło się jeszcze wiele myśli o czym można było napisać. Ale może o tym w kolejnej pracy. Na razie licencjat wystarczy do szczęścia. Jeśli będzie zaakceptowany ostatecznie. Z taką nadzieją.

A sam temat? Może kilka kolejnych wpisów będzie poświęconych pewnym „smaczkom” z pracy, o których wydaje mi się, że warto wspomnieć na forum publicznym.

Obecnie przepełniony radością, przygotowuję się do egzaminów.

Dla wszystkich sesyjnych – motywator:

Pozdrawiam,

jk

Hiszpañskie !Ole!

Byłem, widziałem, i mam własne zdanie na temat. Jako, że największa Corrida w Granadzie ma miejsce w czasie Corpus – Bożego Ciała, to właśnie teraz, przez cały tydzień każdego dnia się to odbywa.

Cóż, okrutne jest. Jednak nie powiem, że mi się nie podobało. Podchodząc do sprawy jako do spektaklu – ciekawe dla moich polskich oczu; jest jednak oczywiście druga strona medalu – ginie tam niewinne zwierzę. Pewnie i tak by zginęło w rzeźni, ale jednak Corrida to coś więcej niż sam moment zabicia byka. Oczywiście nie jest to walka do końca sprawiedliwa, ponieważ człowiek jest uzbrojony, może uciec za barierkę, a byk jak już wbiegnie na arenę, to żywy z niej nie wybiegnie.

Inna sprawa, to fakt, że Corrida to także tradycja i pewna cykliczna impreza. Mam wrażenie, że tak głęboko zakorzeniona w kulturze, że nie jest wielce prawdopodobne, że zniknie.

Ja odebrałem to jako jednak powrót do pierwotnych instynktów i męskich potrzeb walki i zwycięstwa. Potrzeba zmierzenia się z czymś większym i kojarzonym z niebezpieczeństwem.

Bynajmniej sama walka ma swoje zasady i należy ich przestrzegać. Niesamowite jest to jak reaguje publiczność na to wszystko co się dzieje na arenie. I też w jaki sposób może wpływać na zachowanie matadora i toreadorów.

Na każdej corridzie odbywa się 6 walk. Czyli każdego dnia corridy ginie 6 byków. Każdego dnia występuje 3 matadorów, czyli na każdego przypada dwa byki. Zaczyna się od wypuszczenia byka na arenę, ten zdezorientowany próbuje się odnaleźć w nowym miejscu, biega więc dookoła, podjudzany przez toreadorów charakterystycznymi płachtami. W tym momencie najwięcej krzyczy się !Ole!. Oto próbka

Potem na arenę, na specjalny znak orkiestry, wjeżdża dwoje pikadorów (picador) na koniach. Konie są chronione tak więc nie jest łatwo bykowi zranić konia, tym samym jeźdźca. Koń dodatkowa ma zakryte oczy, tak aby również nie był świadomy togo co się dookoła niego dzieje. Pikador za pomocą lancy wbija się w grzbiet byka trzy razy.

Następnie na arenę wkracza trzech banderilleros, każdy z nich wbija w grzbiet byka dwie włócznie ze wstążkami. To wszystko ma na celu osłabienie, zdezorientowanie byka i sprawienie, aby jego głowa była spuszczona. Po tym wszystkim pojawia się matador – morderca, zabijacz, który podobnie jak toreadorzy, najpierw używa płachty, z tą różnicą, że jego jest koloru czerwonego. Wszystko kończy się zadaniem śmiercionośnego ciosu przerywając rdzeń kręgowy byka poprzez wbicie szpady w specjalne miejsce na karku. Od tego momentu śmierć śmierć byka to kwestia kilkunastu sekund, jednak kiedy matador nie trafi dokładnie, byk cierpi (chyba każdy może sobie tylko wyobrazić jak bardzo). Jeśli jednak matador wbije szpadę za pierwszym razem, ma prawo do otrzymania uszu byka.

No cóż tak to wygląda w teorii, w praktyce – można zobaczyć choć trochę na zdjęciach.


Zdjęć jest więcej, ostrzegam jednak, że niektóre mogą być dość drastyczne, więc można je zobaczyć w GALERII bądź naciskając na każde z wyżej zamieszczonych zdjęć. Galeria działa najlepiej pod przeglądarką Internet Explorer.

Chyba bez konkluzji, ponieważ każdy ma własne prawo do oceny. Oczywiście przed corridą przed samym wejściem protestowało kilka osób. Milcząc tylko z planszami z informacjami.

Dość ciekawe jest to co się dzieje właśnie jeszcze przed wejściem. Ogólny gwar i zgiełk. Takie targowisko odpustowe. Jeden pan sprzedawał poduszeczki, na których można usiąść na trybunach, ponieważ siedzi się tylko na deskach. „Poduszeczka 1 Euro!”

Bez mikrofonu też można tak krzyczeć…

Pozdrawiam,

jk

Smak nadano!

Smak został nadany. Boże Ciało Granada 2010 trwa nadal, a w sercu radość. Można krytykować, można chwalić. Dziś wyraz podziwu. Za co? Otóż związane będzie z procesją, a mianowicie ilekroć przystawała, skręcała, ruszała – przy każdej możliwej okazji – cały tłum oklaskiwał monstrancję z Hostią. To samo działo się w Katedrze, kiedy procesja wróciła i była już w środku. Szczęśliwie udało mi się dostać do środka i to do samego przodu. Oklaski na cześć były niesamowite i podgrzewały atmosferę, jako że w katedrze było przyjemnie chłodno, a na zewnątrz…prawie 40 stopni na plusie. Bez wody nie można się teraz poruszać na zewnątrz, bo grozi zemdleniem. Jakoś nie mogę sobie owych oklasków z Polski przypomnieć, u nas chyba nie ma takiego zwyczaju, żeby w kościele Bogu często klaskać, nie?

Procesja przez całe centrum przechodziła, co inne niż w Lublinie, gdyż tutaj była tylko jedna. Tylko jedna procesja wychodzi. Z Katedry, a nie ma jak u nas procesji z prawie każdego kościoła. Co również inne niż w Lublinie, cała trasa gdzie przechodziła platforma z monstrancją, była wyłożona sianem. Ciekawy znak. Więc nie czuło się asfaltu pod nogami tylko miękkie siano.

Całe wydarzenia z procesji przypominały mi chyba najpiękniejszą procesję Bożego Ciała, jaką dane mi było przeżyć. W Mińsku 2009. Kiedy to w centrum miasta pełnego jednoznacznych symboli, pomników obecnego tam systemu, przemieszczała się Hostia. Hostia otoczona tłumem ludzi śpiewających, modlących się. I na jednej płaszczyźnie był aspekt religijny, ale równie ważny był aspekt społeczny, z racji tego, że na Białorusi nie ma wielu nie-oficjialnych przemarszów. A ten był. I to jeden z pierwszych, kiedy to Kościół (pisany z dużej litery, bo mowa o ludziach, nie o instytucji) uzyskał zgodę na publiczną manifestację tego w co wierzy. Było to też jedyne Boże Ciało, które pamiętam, gdzie podczas procesji padał deszcz, jednak nie przeszkadzał w niczym, wręcz przeciwnie.



Tutaj w Hiszpanii, może było bez polityczno-społecznych podtekstów, ale ze śpiewem i oklaskami. Czasem wydaje mi się, że u nas się wstydzimy zaklaskać czy zaśpiewać. Ale dlaczego? Po prostu radość na ulicach. Radość czasem nie koniecznie z powodów religijnych, tylko życia. Ale trudno czasem, tylko dlaczego? Ale dobrze to temat na inny dzień. Dziś o tym jak było w Granadzie. Tak to było:


I chyba tylko najciekawsze – na sam koniec w trakcie błogosławieństwa kiedy katedra była w zasadzie przepełniona, z otworu w suficie nad ołtarzem zostały zrzucone płatki róż, które spadały sobie powolnym lotem na ołtarz, ludzi, Hostię…Taki różany deszcz.

To wszystko dziś tylko na jednej procesji. A od kilku dni i jeszcze przez kilka dni, wieczorami centrum miasta jednak przenosi się… o dziwo na dzielnicę w której przyszło mi mieszkać, czyli dość bardziej na obrzeża Granady. I jak zawsze to ja mam daleko wszędzie, tak teraz mam pod samym nosem nosem ferię, czyli olbrzymi festyn. Po świętowaniu dla ducha, przychodzi czas na zaspokojenie potrzeb ciała. Więc na ferii oferują: namioty tematyczne, w których można się napić, zjeść, potańczyć, pobawić, itd; obok jest ustawione Wesołe Miasteczko; pomiędzy tym wszystkim, mnóstwo straganów, sklepików, butików. Taki maga duży, olbrzymi odpust, w znaczeniu polskim. A wita wszystkich wielka brama pięknie oświetlona. Just enjoy!



Jako, że radość to może na koniec piosenka, która o radości mówi. Polecam słuchanie ze zrozumieniem słów. Jak dla mnie do dzisiejszego dnia pasuje jak ulał. Refren zwłaszcza.


The Waterboys – Glastonbury Song

I dreamed myself from the sultry plains
to the old green square back in old Maybole
Rode the wind up to Stornaway
paused at the peak, pacified my soul
Caught the bus at the faery fort
made it to the mansion on the Boyne
see I come around to the ancient ways
I took a tip from the Buddha Boy

I just found God
I just found God
I just found God
where He always was

We came down from the Hill of Dreams
Bernadette, Mother Earth and you and me
through Carraroe, down the wildwood side
blinding out eyes in the shallow seas
Drank fire with the King of the Blues,
plugged in to the Medicine Way
took a long last look at Crazy Horse
push now for a golden age

I found myself on the roof of the world
just waiting for to get my wings
strange Angel in the changing light
said Brother you forgot something!
My heart beat from the inside out
so lucky just to be alive
can you tell what I’m talking about?
any day now the Sun’s gonna rise

There is a Green Hill far away
I’m going back there one fine day