Rowerowy zawrót głowy

Cóż za niespodzianki. Wczoraj kupiony rower za 45 zł. Jak ktoś zna i wie czym był Flying Pidgeon to kupiłem czarny rower, który wygląda bardzo podobnie, w zasadzie ten sam styl. Ciekawie się jeździ po Pekinie rowerem. Oczywiście jakoś trzeba było wrócić do domu wieczorem. Policja, która jest wszędzie w centrum miasta, dokładnie wszędzie, zwróciła nam przynajmniej trzykrotnie uwagę, że nie można jeździć na rowerze z kimś na bagażniku. Cóż, zwróciła bo prowadził obcokrajowiec a na bagażniku jechała obywatelka Chin. Dookoła wiele osób wozi kogoś na bagażniku i nikogo to nie dziwi, ale jak obcokrajowiec robi coś co nie odpowiada policji, to od razu przechodzi się do wystawiania mandatu. Oczywiście wszelkie ostrzeżenia kończyły się na uśmiechu i ostrzeżeniu tylko, bez konieczności płacenia. Ale przekonaniu słusznością tych ostrzeżeń, postanowiliśmy się rozdzielić, kiedy po ostatnim ostrzeżeniu policjanta, powiedział nam że do domu mamy ponad 10 km. Cóż 10 km z kimś na bagażniku nie jest wygodnie, zwłaszcza że jedzie się cały czas przez centrum miasta, no bo przecież miasto ciągnie się i ciągnie. Ostatecznie postanowiliśmy się rozdzielić – Xu metrem, ja postanowiłem wrócić do domu na swoim nowym (starym, bo z drugiej ręki) rowerze. I to był mój błąd, w zasadzie powinienem uznać to za błąd, gdyby nie fakt, że spędzę tu jeszcze trochę czasu i trzeba w końcu zapoznać się z zasadami ruchu na drogach. Dziesięć kilometrów okazało się ostatecznie (jak mówi Google Maps) 16,50 kilometrami, a oprócz odległości, która zajęła mi tylko dwie godziny, okazało się, że w Pekinie ulice są trochę bardziej skomplikowane niż w Lublinie. No cóż, niby nigdzie nie zabłądziłem używając mapy i pytając przechodniów i policji którędy mam jechać, ale sama przygoda związana z użytkowaniem Pekińskich dróg wydaje się wielce pouczająca. Stolica to bądź co bądź stolica, ulice szersze. Oczywiście, że czułem się jak człowiek z prowincjonalnego miasta, którego populacja to 350 000 kiedy odwiedza miasto, które ma około 20 mln mieszkańców. Oczywiście czułem się jak szczęśliwy prowincjonalny człowiek, który właśnie co kupił tani rower i postanowił sprawdzić swoje siły. Oczywiście wjechał na największe ulice Pekinu i próbuje sił na swoim rowerku. Ale podołałem, z trudem ale jakoś się udało, przeżyłem. Dwie godziny powrotu do domu i największe nerwy kiedy na mega serpentynie trzeba było skręcić w lewo (jak wiadomo skręt w lewo zwykle jest trudniejszy niż w prawo).

To było wczoraj, tymczasem dziś kościół. Przypadkowo wczoraj udało nam się natrafić na 南堂 [Nantang] – Połodniowa Katedra w Pekinie. Wczoraj powiedziano nam, że dziś ma być msza dla młodzieży i rzeczywiście była. Wrażenia…chyba nie do opisania, dość osobliwe uczucie uczestniczyć we mszy tutaj. Oprócz języka potrafiłem zrozumieć wszystko co się działo, bo celebrowana jest msza tak samo jak w Polsce. Pewnie któregoś dnia wezmę dyktafon, aby nagrać muzykę i śpiewy, które są bardzo ciekawe. Co mnie trochę zaskoczyło (pozytywnie) – do komunii mogą podchodzić wszyscy, ochrzczeni i po komunii mogą przyjąć Eucharystię, pozostali otrzymają tylko błogosławieństwo – tym samym do ołtarza podchodzą wszyscy.

Kończąc – kilka zdjęć i filmik z rowerami w roli głównej a drugi z ruchliwą ulicą Zhongguancun przy której przyszło mi mieszkać.

[Naprawa rowerów]

[McDonald’s]

[Dianmen]

[Południowa Katedra Pekińska]

[o. Mateo Ricci]

[Dazhalan – dzielnica handlowa]

[Dazhalan – dzielnica handlowa]

[Dazhalan – dzielnica handlowa]

[Dazhalan – dzielnica handlowa]

[Dazhalan – dzielnica handlowa]

[Dazhalan – dzielnica handlowa]

[Dazhalan – dzielnica handlowa]

[Dazhalan – dzielnica handlowa]

[Dazhalan – dzielnica handlowa]

[Dazhalan – dzielnica handlowa]

Zhongguancun – jedna z najbardziej dynamicznie rozwijających się dzielnic w Pekinie. Ciekawie ta ulica wygląda w czasie szczytu…

Wszędzie rowery.

Pozdrawiam,

jk