Dzień pierwszy

Pewny jestem, że ten dzień był wypełniony po brzegi emocjami. Emocjami związanymi z powtórnym w ostatnim czasie opuszczaniem Lublina – domu. Z podróżą, która wyglądała jak ciągnący się tasiemiec, i nie mogła skończyć ze względu na awarię techniczną samolotu. Ostatecznie zmieniono nam rezerwację i polecieliśmy przez… Moskwę. Emocje również pojawiały się, kiedy już wylądowawszy na chińskiej ziemi, mogłem krok po kroku oglądać miejsca, które do tej pory jedynie były znane z Internetu.

Emocje nadal siedzą wewnątrz. na zewnątrz pełen spokój i usta pokryte warstwą kurzu ulicznego. Zanieczyszczenie w stopniu odczuwalnym na skórze. Ale do przeżycia. Oczywiście w pierwszy dzień nie jest się w stanie potwierdzić bądź obalić wszystkich stereotypów o Chinach, które w ostatnim czasie się usłyszało od znajomych (tak, mam na myśli ryż [tony ryżu], psy), ale akurat kilka udało się co najmniej na tyle nagiąć, że najpewniej okazują się czystą fikcją i zmyśleniem. Otóż, jedzenie z ulicy jest dobre. Przynajmniej takie było to, które dziś jadłem. Pan sprzedawał przepyszną wołowinę w chlebie (polecał wujek Priscilli), więc zostałem uraczony tym tutejszym specjałem. No cóż, w głowie kołatało się ciągle „mięso psa, mięso psa”. Nie wiem co to było ale było dobre. Nazywa się Baozi. Nawet jeśli robili to z psa, było dobre. Ryżu nie spotkałem w żadnej napotkanej knajpce w ilościach przewyższające normalne i racjonalne. Wręcz przeciwnie, dużo mięsa i owoców. W zasadzie w wielu restauracjach jeszcze nie dane mi było gościć ale tylko przechodząc zaglądać.

Dzień pełen wrażeń i w zasadzie po przylocie spóźnionym o 6 godzin (doleciałem o 10 tutejszego czasu czyli o 4 w nocy czasu polskiego) nie pozostawało nic innego jak tylko pozostawić ubrania w domu i pójść na małe zwiedzanie miasta. Spać odechciało mi się automatycznie po wylądowaniu. Więc ruszyliśmy w drogę. Poznawać i próbować zrozumieć. Okolice domu, uniwersytet w którym w najbliższym roku przyjdzie studiować. Plac Tiananmen. Hutongi nocą. Jezioro Houhai . Wypożyczalnia rowerów i wypożyczonym już rowerem z powrotem do domu. Rower to dobra rzecz. Jutro w planach wizyta, już oficjalna na uniwersytecie w biurze relacji z zagranicą a później poszukiwanie roweru. Dziś tylko udało nam się wypożyczyć rowery dwa do jutra. Jutro trzeba oddać. Taki los.

Chyba nie ma sensu wybierać zdjęć, które warto dziś pokazać, a które jutro. Dziś był dzień bez planowania i niech takie będą zdjęcia. To co udało mi się uwiecznić na karcie pamięci – pokazuję. Kilka najciekawszych miejsc z dnia dzisiejszego, tak zwana relacja „japońskiego turysty”:

[Widok z okna mieszkania w którym teraz mieszkam na uniwersytet Qinghua Daxue]

[Kamień na uniwersytecie na którym przyjdzie studiować]

[Kawiarenka z której można było przez chwilę porozmawiać z Polską wczoraj]

[Plac Tiananmen. Ściągnięcie flagi – ceremonia, która przyciąga wiele osób. Wszystko oficjalnie i z rozmachem. Zdjęcia z placu i okolic.

[Gongjian Hutong]

[Zakazane Miasto od tyłu]

[Gongjian Hutong]

[Kabaret uliczny]

[Jezioro Houhai. Bary, życie nocne. ten zielony napis to Starbuck’s po Chińsku]

Dziękuję za wczorajsze rozmowy skypowe i gmailowe i za wsparcie.

Pozdrawiam serdecznie i do jutra,

jk

PS. Facebook zablokowany…ehh
PS2. Polski telefon działa, odbierać mogę smsy, więc kontakt esemesowy nadal funkcjonuje.