0

JSN ImageShow - Joomla 1.5 extension (component, module) by JoomlaShine.com

PROTEST

Ambasada Republiki Kuby Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć Przyłącz się do akcji domagającej się uwolnienia więźniów politycznych bezprawnie przetrzymywanych na Kubie. Wyślij na adres ambasady kubańskiej apel o następującej treści.

tekst protestu

Kanały RSS

web stats stat24
Strona główna arrow Kalendarium arrow Relacja ze spotkania z dr Maciejem Ziębą
Relacja ze spotkania z dr Maciejem Ziębą Email
Redaktor: mj   
26.10.2008.

W ich mniemaniu śmierć nie jest niczym strasznym ani niczym dobrym, śmierć jest jednym z etapów życia, po każdej śmierci następują nowe narodziny, po każdych narodzinach nowa śmierć. Dlaczego giną chrześcijanie w Indiach, czym jest chrześcijaństwo dla hinduizmu, co może zrobić świat? – na te pytania odpowiadał dr Maciej Zięba z KUL, podczas spotkania zorganizowanego przez Stowarzyszenie Solidarności Globalnej. Oto obszerne fragmenty spotkania.


Kto nie lubi chrześcijan w Indiach?


Indie to kraj wielu kolorów, muzyki, tańca, ale to tylko część prawdy. Nasze spotkanie jest inspirowane ostatnimi wydarzeniami, prześladowaniami chrześcijan, w czasie których od końca sierpnia zginęło blisko sto osób. Co tak naprawdę dzieje się w Indiach, w kraju uznawanym za demokratyczny i tolerancyjny?


Pytanie postawione w taki sposób jest od razu narażone na pułapkę wpadnięcia w pewne mity. Jako filozof z wykształcenia i ducha lubię przede wszystkim demitologizować stereotypowe wyobrażenia o rzeczywistości. Na Zachodzie w ostatnich 50 latach istnieje pewne wyobrażenie na temat Indii. Zaczęło się to już gdzieś w 2. połowie XIX w. – mniemanie, że Indie to złota kraina, w której panuje odwieczna tolerancja. To wyobrażenie ma w sobie jakieś ziarnko rzeczywistości, jak każdy mit, ale oprócz tego jest tu mnóstwo rozdmuchania i absolutyzacji pewnych aspektów, a przez to fałszu. Tolerancja indyjska jest tolerancją w pewnych granicach. W każdym społeczeństwie istnieje pewien margines tolerancji i morze nietolerancji w stosunku do zjawisk, których się nie akceptuje.


Indie to ponad miliard ludności. To kraina o bardzo wielkim zróżnicowaniu kultur, języków, ras, religii. Hinduizm w ogólnej swej masie jest religią bardzo dziwną z naszego punktu widzenia. Ja nazywam hinduizm konfederacją religii raczej niż religią sensu stricto. Jest to religia, w której trudno jest wyznaczyć kryteria pewnej ortodoksyjności, przynależności do niej czy nawet nieprzynależności. Jedynym dającym się wyznaczyć kryterium bycia hinduistą jest fakt bycia hinduistą z urodzenia. Dla większości hinduistów podejście, że można się nawrócić na hinduizm, jest śmieszne. Na hinduizm nie można się nawrócić, inaczej niż urodziwszy się hinduistą. To nie znaczy, że droga jest definitywnie zamknięta. Nie, każdy może zostać hinduistą, tylko nie w tym żywocie. Może za 200, za 500 żywotów, każdy ma indywidualną ścieżkę.

Hinduista - wedle hinduistów – to ktoś, kto jest wyznawcą najdoskonalszego porządku na świecie, najstarszej religii na świecie, religii, z której poprzez odłamy powstały inne religie, odszczepieńcze ich zdaniem. Hinduizm jest jak islam religią, w której porządki religijny i świecki są ze sobą splecione nierozłącznie. Wydaje się, że jednym z najistotniejszych elementów tego porządku jest porządek kastowy. Porządek kastowy jest to popularne znowu powiedzenie, nie wchodząc w szczegóły chodzi o to, że społeczeństwo jest podzielone na stany, grupy społeczne, które mają swoją rolę i miejsce. Na to miejsce ludzie sobie zasłużyli, wszystko jedno, czy to zasłużenie jest pozytywne czy negatywne, np. w poprzednich żywotach, najczęściej w bezpośrednio poprzednim. Ci, którzy zasłużyli na to, by być braminami, są braminami, a ci, którzy zasłużyli sobie, by być sługami, są sługami i to ich jest miejsce na świecie.

I naraz od kilkuset lat w Indiach pojawiają się wyznawcy religii, którzy całkowicie nie zgadzają się na ten porządek, który wyznaczyli bogowie, porządek, który jest święty. To są w pierwszym rzędzie muzułmanie, którzy przez wiele wieków panowali nad Indiami, a potem chrześcijanie. Obie te religie przybyły z zewnątrz i obie nie chciały uznać porządku społecznego, a jeśli uznawały, to instrumentalnie. Muzułmanie to byli Turcy, potem Mongołowie, którzy panowali w Indiach praktycznie aż do czasu, gdy całkowicie zapanowali Brytyjczycy.


W zasadzie chrześcijanie pojawili się w Indiach już w II w. i do dziś na południu mieszkają wierni wywodzący swą tradycję od św. Tomasza, to są chrześcijanie obrządku syryjskiego, syro-malabarskiego, w stanie Kerala na południowym zachodzie Indii. Jest sporo tych chrześcijan, jak na warunki indyjskie to niewielki procent, ale jak przeliczyć, to wychodzi kilkanaście milionów. Ale to są inni chrześcijanie. Oni też bywają prześladowani od czasu do czasu, tak jak to bywa, gdy ludzie różnych ras, religii, kultur żyją ze sobą. Natomiast istotnym problemem są nie ci starożytni, ale ci, którzy przybyli później. Najpierw Portugalczycy, którzy wprowadzali misje chrześcijańskie, ważniejszym problemem byli jednak Brytyjczycy, protestanci, anglikanie, którzy systematycznie i programowo pogardzając kulturą indyjską próbowali wprowadzać chrześcijaństwo jako instrument brytyzacji Indii. Jak to bywa z kolonizatorami, chrześcijaństwo było instrumentem dla celów politycznych.


W początku XIX w. rozpoczął się nurt, nazywany dziś renesansem indyjskim, ruch odnowy życia religijnego, po tych paru wiekach panowania muzułmańskiego. Z muzułmanami się zresztą Brytyjczycy dobrze dogadywali, znacznie lepiej niż z rodowitymi Hindusami, przez jakiś czas przynajmniej. Brytyjczycy wykorzystywali niesnaski muzułmańsko-hinduskie, „dziel i rządź” to jest świetna metoda, żeby samemu panować.

Nurt odrodzenia kulturalnego w Indiach miał dwa prądy. Jeden chciał oczyścić hinduizm z zabobonów, jak to mówiono, zrobić odmianę indyjskiego parachrześcijaństwa albo paraislamu, religię prostą bez dużych naleciałości tradycyjnych, a drugi odwrotnie, dążył, by całkowicie odrodzić w pełni tradycyjną kulturę indyjską i to jest ruch, który obserwujemy w postaci Hare Kryszna, który przekonany jest, że hinduizm to najlepsza religia na świecie i wszyscy powinni się nań nawrócić.

Brytyjczycy, którzy narzucali swój system myślenia spowodowali, że w Indiach zaczęła narastać niechęć do Brytyjczyków, a przez to pośrednio także do chrześcijan. I to się wyrażało wielokrotnie w różnego rodzaju powstaniach, pierwszym było powstanie sipajów w 1831 r. Było już zdecydowanie antybrytyjskie i antychrześcijańskie, bo te pojęcia się w oczach przeciętnego Hindusa utożsamiały. Kiedy Brytyjczycy odchodzili z Indii, nie odchodzili dobrowolnie, zostali zmuszeni przez różnego rodzaju ruchy narodowo-wyzwoleńcze, które miały na celu usunięcie też wszystkiego, co brytyjskie.


Gdy hinduiści atakują protestantów - wcale nie jest to rzadsze niż atakowanie katolików - to na ten temat jest jeszcze mniej słychać. Gdy atakują katolików, na ogół spotykamy się zaraz z wypowiedziami Ojca Świętego (gdy chodzi o protestantów też, ale ma to mniejszy oddźwięk) i wtedy hinduiści mówią: o, proszę! Hinduiści są wychowani na brytyjskiej, czyli protestanckiej tradycji postrzegania katolicyzmu. Katolicyzm to jest drugi Babilon, a Watykan chce przejąć władzę nad światem. Ja celowo zaostrzam, ale może wtedy łatwiej dostrzec sedno sprawy. Papież się wtrąca, papież chce nami rządzić.


W Indiach prześladowania chrześcijan, które się powtarzają co jakiś czas, mają miejsce w dwóch regionach głównie, w Radżastanie i Orisie oraz niedalekiej Karnatace. To są obszary, w których od wieków istniał front pomiędzy hinduistami a muzułmanami i ten front się przenosi na dzisiejsze konflikty między hinduistami a chrześcijanami. To są regiony frontowe, zawsze były. Tam ciągle było pogranicze kultur i cywilizacji. Ludzie tam są nieomal przyzwyczajeni do walczenia o swoje i przenoszą to na każdą sytuację dnia codziennego. Takie zamieszki łatwo się przenoszą w inne regiony, ale ogniskiem są tamte stany. Nic takiego nie dzieje się np. w Bengalu – Bengal był tradycyjnie wielokulturowy, nic takiego nie dzieje się w Madrasie. Są to też regiony, gdzie znajdują się święte miejsca hinduizmu, świątynie, miejsca pielgrzymek, podczas których zdarza się, że ludzie giną, zadeptani przez innych, bo to są olbrzymie tłumy. Ci ludzie są przyzwyczajeni do śmierci, do krwi. W ich mniemaniu śmierć nie jest niczym strasznym ani niczym dobrym, śmierć jest jednym z etapów życia, po każdej śmierci następują nowe narodziny, po każdych narodzinach nowa śmierć.


Wrócę do tego aspektu zakłócania porządku, który jest ważny, by wytłumaczyć, dlaczego niechęć zwraca się przeciwko chrześcijanom, muzułmanom zresztą też. Chrześcijanie negują indyjski porządek społeczny, porządek kastowy. Przyjmują do grona swoich wyznawców, na równi z tymi, którzy pochodzą z wyższych warstw społecznych, ludzi, którzy pochodzą z najniższych warstw społecznych czy w ogóle spoza społeczeństwa. Tzw. dalitowie, czyli pariasi, niedotykalni, żyjący poza społeczeństwem, dla przeciętnego hinduisty są to ludzie, do których nie wolno się nawet zbliżyć, spojrzenie na których może już człowieka skalać. A tu raptem chrześcijanie chcą ich wydobywać z trudnej sytuacji społecznej i w rzeczywisty sposób ich jakoś podnosić, windować w społeczeństwie. Oficjalnie w Indiach istnieje program zwalczania wykluczenia społecznego związanego z tą niedotykalnością, ale te programy rządowe nigdy niczego w rzeczywisty sposób nie osiągnęły. One próbowały dawać ludziom ziemię, budować domy, ale to wszystko było nadal w formie separacji społecznej.


Czy właśnie ta troska o dalitów przeszkadza fundamentalistom? Czy może władzom?


Bardzo nie lubię etykiety „fundamentalista”, to jest nic nie mówiące słowo. A władze nie chcą się narażać społeczeństwu. Społeczeństwo jest, jakie jest i żadna władza, która doszła do swej pozycji na kanwie jakichś populistycznych haseł, nie będzie się temu społeczeństwu przeciwstawiać. Indie są państwem federalnym. Władza federalna czasem niewiele ma do powiedzenia gdzieś tam w prowincji. W Orisie rządzi rząd Orisy, a nie rząd w Delhi. Rząd w Delhi rządzi sobie armią, polityką zagraniczną, a porządkiem na miejscu rządzą miejscowi ludzie. A oni są siłą rzeczy uwikłani w miejscowe układy. Bez układów w Indiach jest strasznie trudno gdzieś wyżej się wywindować. Zwłaszcza ważne są układy rodzinne. Nic to nie zmieni, czy to będzie państwo wyznaniowe czy świeckie, bo miejscowi będą popierać miejscowych.


Nie mówmy o fundamentalistach, tylko o radykalnych hinduistach. Dla hinduisty, jeśli niedotykalny jest niedotykalny, to znaczy, że odpokutowuje za swoje winy z jakiegoś poprzedniego żywota. Jeśli się go z tego złego losu wydobędzie, to z punktu widzenia hinduizmu robi się mu krzywdę, nie daje się mu szansy odpokutować. Być może będąc pokornym i cierpliwym w najlepszym życiu mógłby się urodzić kimś lepszym. Każda glista i każda stonka ziemniaczana również ma szanse być kimś lepszym w przyszłym życiu. To jest religia, która uznaje powszechność duszy. W każdym żywym stworzeniu jest dusza, która wędruje i która w pewnym momencie upada, w pewnym momencie się wznosi, może spaść do piekieł, może wznieść się do raju, ale ciągle wędruje, aż osiągnie wyzwolenie. Na to wyzwolenie trzeba pracować dziesiątki tysięcy żywotów, to nie jest takie proste.


Mniej radykalni hinduiści uznają, że jedynym sposobem na wyzwolenie dalitów z ich trudnego położenia, jest przyjęcie przez nich jednej z religii indyjskiej, taką religią, którą może przyjąć dalita, jest co najwyżej buddyzm. Ale problem nie tylko leży w religii, religia jest doskonałym pretekstem do tego, by pobudzić masy do protestowania, oto się obraża nasze uczucia religijne, próbuje się nawracać na siłę, przysyła tajne organizacje, np. jakieś misjonarki miłości próbują tu ratować dzieci od nędzy albo jakichś umierających chrzczą może potajemnie przed śmiercią, nie wiadomo… Tego wszystkiego przeciętny Hindus nie rozumie i łatwo ulega pogłoskom. Istotnym problemem jest to, że dalitowie i wyznawcy chrześcijaństwa wywodzą się głównie z plemion górskich, czyli ludów, które nigdy nie uległy hinduizacji, które pozostawały na marginesie życia ludów Indii właściwych. Te plemiona zaczynają się domagać równych praw, a wtedy zaczynają stanowić zagrożenie dla tych, którzy mają pewne przywileje. Na emancypację dalitów i plemion górskich rząd przeznacza pewne pieniądze. Te pieniądze w pewnych miejscach giną, bo Indie są krajem demokratycznym, a więc skorumpowanym, bo to świetnie idzie w parze. Więc kiedy te plemiona zaczynają uzyskiwać świadomość, edukację, lepszy status społeczny, zaczynają się domagać praw i dopytywać, gdzie są te pieniądze. Nie jest to temat nagłaśniany, ale to jest podskórne tło tego konfliktu.


Dla władz Indii prawdopodobnie, to jest moja hipoteza, która jest może niczym nie poparta, podobnie jak dla władz każdego innego wielkiego państwa, które ma miliony obywateli, los stu osób się w ogóle nie liczy, bo co to jest sto osób wobec miliarda. Nie słyszałem o żałobach narodowych, poważna żałoba narodowa była wtedy, jak zabito Gandhiego, czy kiedy zabito Indię Gandhi, ale to były konkretne, znane osoby. To, co dzieje się teraz, to są lokalne wydarzenia. Dla przeciętnych hinduistów, jeżeli ginie 50 osób, to pewnie sobie na to zasłużyli, taki był ich los, w taki sposób ten los się dopełnił. To jest sposób myślenia, który jest dla nas obcy, ale oni uważają, że im to było przeznaczone. Zatem co byśmy nie robili, nie bylibyśmy w stanie temu zapobiec. Być może wcale nie należy się smucić, tylko radować, bo uzyskali szanse nowego, może lepszego żywota. W społeczeństwie, w którym są ogromne masy nędzy, a Indie są przeludnionym krajem, rząd nie daje sobie rady z zapewnieniem odpowiedniego poziomu życia wszystkim, ci najbiedniejsi przestają się liczyć. Liczą się ci, którzy mają władzę. Chiny są konfucjańskie, Indie są hinduistyczne, Sudan jest muzułmański, a Brazylia chrześcijańska, ale w każdym tym kraju ludzie biedni liczą się mniej niż zero.


Czyli przeznaczeniem chrześcijan w Indiach jest bycie atakowanym?


Te ataki będą się powtarzać przy różnych okazjach, jak będzie dobry pretekst. Dla Hindusów, mas pospolitych ludzi, którzy o chrześcijaństwie niewiele wiedzą, nie mówię o elitach z Bombaju czy Kalkuty, tylko o przeciętnych Hindusach na prowincji, chrześcijaństwo jest czymś niezrozumiałym i obcym, wystarczy iskra, by stało się przedmiotem ataku. To samo spotyka co jakiś czas islam. Ale muzułmanów jest po pierwsze więcej, bo nawracali niegdyś siłą i skutecznie, i są ogólnie rzecz biorąc nastawieni mniej pokojowo niż chrześcijanie. Dlatego, jak coś się dzieje muzułmanom, to dzieje się też zaraz Hindusom, tu są rzezie w obie strony. Chrześcijanie w większości słabo się bronią, dlatego są dobrym przedmiotem ataków.


Co może pomóc? Co możemy zrobić my, świat?


Pomóc może czas. Prześladowania się nudzą i przestają być ciekawe. Taka jest rzeczywistość. Przestają być rozrywką i w jakimś regionie na 5-10 lat jest spokój, bo cyrk już był.

Ja nie wiem, czy jest jakaś rola świata, ja nie wierzę w rolę świata. Ani w apele, protesty międzynarodowe, bo są nieskuteczne, jeśli nie są poparte argumentem siły.

Argumenty w rodzaju listów protestacyjnych powodują, że jakiś urzędnik ma robotę. Czy to ma wpływ rzeczywisty? Nie wiem. Wierzę w gest solidarności w sensie modlitwy.


Czy w przeciętnym wyznawcy hinduizmu jest jakaś wściekłość za to nawracanie?


Ich drażni, nie wszystkich, ale pewne grupy, że część Hindusów przestaje być Hindusami. W XIX w. powstały ruchy nawracania Hindusów z powrotem z islamu i chrześcijaństwa. Z buddyzmem sobie poradzili, buddyzm dał się wchłonąć, ale islamu się nie da wchłonąć, nie da się go zaakceptować jako odmiany hinduzimu, tak samo chrześcijaństwa. Indywidualny hinduista może być czcicielem Chrystusa, jako jednego z bóstw opiekuńczych albo jednego z aspektów Boga, ale pod warunkiem, że się utożsamia z innymi praktykami religijnymi hinduizmu. Chrześcijanie w Kerali tylko dzięki temu funkcjonują w miarę dobrze, podobnie jak żydzi, że się wtopili w strukturę społeczeństwa kastowego, to znaczy nie są wyznawcami ponadkastowymi, są wyznawcami należącymi do pewnej kasty. Pewna grupa społeczna wyznaje sobie taką religię, i to jest zrozumiale dla Hindusów. Ale jest niezrozumiała religia, która chce burzyć porządek i stawiać obok siebie ludzi z różnych kast. Jeżeli chce się zmieniać porządek społeczny, który ma sankcję świętą – bo to jest zapisane w Wedach, jaka kasta jak powstała - to jest to próba zaburzania porządku całego świata. To nie jest tak, że ten ktoś zaburza tylko porządek w jakiejś wiosce, on zaburza porządek kosmiczny. Nie wszyscy Hindusi są na tyle świadomi, żeby tak do tego podchodzili, ale są tacy, którzy w to wierzą, i przekonują do tego innych.


Czy chrześcijanie powinni wobec tego spakować manatki i wyjechać z Indii, bo występują przeciw tamtejszej kulturze?


Z ich punktu widzenia – tak. Misjonarki miłości też nie są akceptowane powszechnie, Nagroda Nobla dla Matki Teresy dla niektórych była dużą obrazą.


Ważna jest jeszcze jedna rzecz. Żyjemy w czasach, kiedy na Zachodzie jest straszliwie niemodne zrobienie czegokolwiek dla chrześcijaństwa. Wręcz jest to obciach wypowiedzieć się po stronie chrześcijaństwa. Można bronić kobiet muzułmańskich, które chcą nosić chusty, gdzieś w Europie a im się zabrania, można bronić hinduistów, którzy uważają, że się ich na siłę nawraca, ale występować w obronie chrześcijaństwa to występować w obronie zgniłego Zachodu, białego człowieka, który gnębi cały swat, który jako kolonizator podbijał inne narody, narzucał swoją cywilizację i kulturę… I my mamy tego bronić? Nie. Tak zwana poprawność polityczna nie pozwala obrażać nikogo za wyjątkiem chrześcijan.

Poza tym Indie są zbyt potężne, żeby ktoś mógł im coś dyktować, tak jak Chinom się nie dyktuje, Rosji, choć jest dużo słabsza.

Problem polega na tym, że trzeba dotrzeć do ogromnych rzesz ludzi, żeby im wiele rzeczy wytłumaczyć. Ale to Hindusi muszą to wytłumaczyć innym Hindusom.


Czy dałoby się wprowadzić jakiś ruch chrześcijan w Indiach? Ruch bez stosowania przemocy, tak jak to robił Gandhi?


Nie. Gandhiemu wobec Brytyjczyków się udało, bo Brytyjczycy się tym przejęli. Brytyjczycy się przejmowali, bo nie mogli zrozumieć, że ktoś może im się przeciwstawić metodami demokratycznymi, to było dla nich porażające. Natomiast na przeciętnym Hindusie nie zrobiłoby wrażania, gdyby się nawet stu Gandhich zagłodziło na śmierć z powodu tego, że zginęło iluś chrześcijan, bo oni by to uznali za osobistą ofiarę, którą tamci złożyli dla własnej doskonałości. Oni by ich czcili jako świętych, ale to nie znaczy, by ich naśladowali.


Jest mi smutno to wszystko mówić, bo jestem przede wszystkim historykiem filozofii indyjskiej, przybyłem do Lublina studiować filozofię i nadal mnie to pasjonuje. Ale filozofia jest filozofią, a życie jest życiem.



Dr Maciej Stanisław Zięba - filozof, historyk filozofii orientalnych, przede wszystkim indyjskiej. Wykładowca KUL, były konsul RP w Montrealu i Paryżu.


Spotkanie prowadziła Renata Dobrzyńska




Do ulubionych (29) | Zacytuj | Odsłon: 135 | Email

Skomentuj

Tylko zalogowan użytkownicy mogą komentować materiały .
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

Zmieniony ( 18.11.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 

Szukaj

Akcja "Książka dla Cuby"


Multimedia

Apel Kubańskich Studentow

______________________

Kwestia niewolniczej pracy dzieci poruszana była 19 listopada 2007r. w audycji „Radio-raport”, którą prowadził w Polskim Radiu Lublin ks.Mietek Puzewicz.

część I   część II    część III

______________________

Chrześcijaństwo jest najbardziej prześladowaną  religią świata. Tej kwestii poświęcona była audycja ks.Mietka Puzewicza pt.„Radio-raport" 23.04.2007 w Polskim Radiu Lublin.  W ostatnich dwudziestu latach kilkanaście tysięcy wyznawców Chrystusa zginęło na wszystkich kontynentach. O sytuacji chrześcijan w Azji opowiada w rozmowie z Katarzyną Surowiec ks.Edward Osiecki, misjonarz werbista, który pracuje w Warszawie jako duszpasterz uchodźców 

część I    część II    część III

______________________

Problem łamania praw człowieka w Chińskiej Republice Ludowej był jednym z tematów poruszanych w magazynie młodzieżowym "Spojrzenia", 13 października 2007 r. w Polskim Radiu Lublin.

9 października 2007r. w Warszawie odbyła się konferencja pt. "Igrzyska Olimpijskie 2008 jako okazja do polepszenia przestrzegania praw człowieka w Chinach", podczas której oprócz zdecydowanego protestu przeciwko odbyciu się Olimpiady w Pekinie poruszane były m.in. kwestie pozyskiwania narządów od wyznawców Falun Gong oraz funkcjonowania obozów przysmusowej pracy w Chinach.

posłuchaj

Free Joomla Templates