0

JSN ImageShow - Joomla 1.5 extension (component, module) by JoomlaShine.com

PROTEST

Ambasada Republiki Kuby Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć Przyłącz się do akcji domagającej się uwolnienia więźniów politycznych bezprawnie przetrzymywanych na Kubie. Wyślij na adres ambasady kubańskiej apel o następującej treści.

tekst protestu

Kanały RSS

web stats stat24
Strona główna arrow Artykuły arrow Podróż w jedną stronę
Podróż w jedną stronę Email
Redaktor: Anna Jakubczuk   
07.06.2008.

W czwartek 5 czerwca o świcie, z lotniska Jose Marti w Hawanie, 70 kolejnych Kubańczyków opuściło swoją ojczyznę. Więźniowie polityczni wraz z rodzinami, uzyskawszy azyl w Stanach Zjednoczonych, udali się do Miami.

 

Wyglądali jak zwykli kubańscy turyści. Zaskakujący był fakt, że aż tylu może lecieć i to jednym samolotem; Kuba się zmienia, ale że aż tak?… Zastanawiało mnie tylko, dlaczego muszą nosić takie same nalepki na piersi i dlaczego wszyscy mają takie same siatki z dokumentami. I ta pani, która mówi, co mają robić, i to ich specjalne traktowanie w kolejce. No, ale może dopiero się uczą, jak podróżować, i co się robi na lotnisku, a dobre państwo we wszystkim pomaga. Na następnym lotnisku zobaczą, jak to wszystko działa, pomyślałam...

 

Czekając na swoją kolej, z zainteresowaniem patrzyłam na tych kubańskich nuworyszów. Każdy przyjechał z rodziną, wszyscy robili sobie zdjęcia (kilkoro z nich miało telefony i aparaty cyfrowe - po co wyjeżdżają, skoro tak dobrze im się tu wiedzie, pomyślałam). Wyglądało to jak wielkie święto rodzinne... Choć na twarzach wyjeżdżających najbardziej widać było niepokój. Ale przypomniałam sobie swój pierwszy wyjazd, jak mama i tata szli mnie pożegnać... jak sama obawiałam się tego, co będzie, jadąc pierwszy raz w nieznane.

 

Poobserwowawszy nowe zjawisko podróżujących Kubańczyków, udałam się na odprawę. Zapłaciłam za wyjazd 25 kuków (ok 22 Euro), potem jeszcze zrobili mi zdjęcie, nie kazali czekać, czyli wszystko było ok. Poszłam więc na ostatnią kubańską kawę, niestety tylko na kawę, nic więcej nie nadawało się do jedzenia. Mimo tych wszystkich zmian... Wędlina w kanapkach jakby się ruszała... Jako że poza kelnerem nie było nikogo więcej przy barze, zaczęłam z nim rozmawiać, dla towarzystwa. Polka? - spytał. A u was jeszcze ludzie wierzą w komunizm? – kontynuował rozejrzawszy się wcześniej dookoła. Zaczęliśmy rozmawiać o sytuacji na Kubie, ku memu zdziwieniu odważnie krytykował system. Zaczęłam pytać o zmiany na Kubie. Jakie zmiany? – pytał. No przecież są zmiany, mówię, tylu Kubańczyków może podróżować. A dlaczego musicie nosić takie naklejki na piersi, spytałam, pokazując nadchodzącą grupę, która miała lecieć razem ze mną. Ściszył głos i powiedział: to nie są zwykli turyści, to więźniowie polityczni, dostali azyl w USA... Niestety, za chwilę pojawił się drugi kelner, któremu system widocznie bardziej się podobał, i musieliśmy przerwać rozmowę.

Uradowana podeszłam do Kubańczyków. Mimo, iż nie rozpoznałam wśród nich żadnych znanych twarzy, zaczęłam rozmawiać z jednym z nich. Okazało się, że jest wśród nich kilku więźniów, a reszta to rodziny. Mój rozmówca siedział w więzieniu za próbę nielegalnego przedostania się do Stanów. Teraz wraz z córeczką i żoną prawie wchodził na pokład. Nic więcej nie powiedział, rozglądał się bacznie dokoła. Po czole spływały mu krople potu.

Nagle wyczytano kilka nazwisk. Osoby te stały tuż obok mnie. Było ich czworo, kazali im zawrócić. Jakieś nieuregulowane sprawy z mieszkaniem. Nie polecą. Rodzina ze łzami i przerażeniem w oczach przysunęła się do bramki... Może im się chociaż uda. Było ich 14, z prowincji Matanzas. Ale tylko dziesięciu udało się wejść na pokład samolotu.

Idąc na swoje miejsce minęłam mojego wcześniejszego rozmówcę. Powodzenia - powiedziałam. Rozejrzawszy się, nieśmiało się uśmiechnął. Siadłam na swoim fotelu, za oknem zobaczyłam stojące w oddali rodziny, machające na pożegnanie... Przypomniał mi się film „Habana Blues” i piosenka „Arenas de soledad”... Empezar de nuevo, sin destino y sin tener... Ale Kubańczycy niczego nie dostrzegali. Siedzieli bez słowa, czekając aż zamkną się drzwi, ale nawet, kiedy samolot odkleił się od ziemi, nie było najmniejszej reakcji na ich twarzach. Dalej siedzieli jak sparaliżowani.

Kiedy wylądowaliśmy w Cancunie, znowu wyczytali jakieś nazwiska. Jedna z lecących płaczącym głosem powiedziała: Boże, co znowu?! Na szczęście wszyscy mogli podróżować dalej. Ale nie samodzielnie. W Meksyku znowu ich przejęli, zebrali w grupę i przyprowadzili osobno dopiero tuż przed wejściem do następnego samolotu.

Podeszłam do nich, chciałam porozmawiać, już byli przecież w innym kraju. W kraju, gdzie można rozmawiać, gdzie jest się wolnym. A jednak były obawy, może to przyzwyczajenie... Boli mnie głowa, jestem zmęczony, nie, nie chcę rozmawiać, odwracające się głowy...

W samolocie miałam szczęście siedzieć bliżej nich. Zaczęłam rozmawiać z panią, żoną więźnia osadzonego w latach 70. Na pozwolenie na wyjazd czekała 8 lat. Zdenerwowana, przejęta, ale pełna nadziei leciała do nowego świata. Nie wiedziała, ilu dokładnie więźniów było na pokładzie. Nie znali się między sobą i nie rozmawiali. Byli z różnych prowincji.

Cieszyła się, że wyjeżdżała z kraju, w którym jest bieda, w którym nic nie wolno, w którym nie wolno mówić, w którym brakuje jedzenia, wody, pieniędzy. Cieszyła się, że jedzie do Stanów, że się spotka z synem, ale też smucił ją fakt, że musiała zostawić swoją rodzinę i przyjaciół. Bo naród kubański jest bardzo zżyty i trudno się nam rozstawać, mówiła. Chce wrócić do kraju, kiedy sytuacja się zmieni, wie, że jest wiele do zrobienia, że czeka ją dużo pracy...

Ale wszystko mówiła ledwie słyszalnym szeptem. Kiedy wylądowaliśmy, uścisnęłyśmy się serdecznie, nie wierzyła, że była na miejscu. Jednak po wyjściu z kabiny samolotu znów przejęto ich grupę. Znowu nie mogła pooglądać terminala, choć miała na to nadzieję po tym, jak im tego nie pozwolono w Cancunie. Czy wszystkim udało się wjechać na terytorium USA, trudno powiedzieć. Ilu jeszcze będzie musiało opuścić swoje rodziny i swój kraj?


Do ulubionych (56) | Zacytuj | Odsłon: 863 | Email

Skomentuj

Tylko zalogowan użytkownicy mogą komentować materiały .
Proszę zaloguj się lub zarejestruj.

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 

Szukaj

Akcja "Książka dla Cuby"


Multimedia

Apel Kubańskich Studentow

______________________

Kwestia niewolniczej pracy dzieci poruszana była 19 listopada 2007r. w audycji „Radio-raport”, którą prowadził w Polskim Radiu Lublin ks.Mietek Puzewicz.

część I   część II    część III

______________________

Chrześcijaństwo jest najbardziej prześladowaną  religią świata. Tej kwestii poświęcona była audycja ks.Mietka Puzewicza pt.„Radio-raport" 23.04.2007 w Polskim Radiu Lublin.  W ostatnich dwudziestu latach kilkanaście tysięcy wyznawców Chrystusa zginęło na wszystkich kontynentach. O sytuacji chrześcijan w Azji opowiada w rozmowie z Katarzyną Surowiec ks.Edward Osiecki, misjonarz werbista, który pracuje w Warszawie jako duszpasterz uchodźców 

część I    część II    część III

______________________

Problem łamania praw człowieka w Chińskiej Republice Ludowej był jednym z tematów poruszanych w magazynie młodzieżowym "Spojrzenia", 13 października 2007 r. w Polskim Radiu Lublin.

9 października 2007r. w Warszawie odbyła się konferencja pt. "Igrzyska Olimpijskie 2008 jako okazja do polepszenia przestrzegania praw człowieka w Chinach", podczas której oprócz zdecydowanego protestu przeciwko odbyciu się Olimpiady w Pekinie poruszane były m.in. kwestie pozyskiwania narządów od wyznawców Falun Gong oraz funkcjonowania obozów przysmusowej pracy w Chinach.

posłuchaj

Free Joomla Templates