1 - 15 listopada 2008
15 - 31 października 2008
1 - 15 października 2008
15 - 30 września 2008
Ambasada Republiki Kuby Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć Przyłącz się do akcji domagającej się uwolnienia więźniów politycznych bezprawnie przetrzymywanych na Kubie. Wyślij na adres ambasady kubańskiej apel o następującej treści.
Artykuły
Najważniejsze być z ludźmi | Najważniejsze być z ludźmi |
|
| Redaktor: Ania Prażmo | ||||
| 09.09.2008. | ||||
|
Pierwsze wrażenia – to że w Polsce jest tak bardzo zielono. Pierwsze tęsknoty – za ludźmi, którzy tam zostali. Ania Prażmo, wolontariuszka Centrum Duszpasterstwa Młodzieży w Lublinie, spędziła dziewięć miesięcy w Algierii. O tym, co tam robiła i jak ważna jest obecność chrześcijan wśród muzułmanów, opowiada po powrocie ze stażu misyjnego.
Czym może się zajmować wolontariusz w Algierii? - Moim głównym zajęciem była praca w bibliotece Sióstr Białych w Oranie, pracowałam tam każdego popołudnia oprócz piątku. Czwartek i piątek to weekend w Algierii. Rano pracowałam w szpitalu, zajmowałam się dziećmi, organizowałam im z jedną z sióstr czas, bawiłyśmy się z nimi, przynosiłyśmy różne zabawki, kolorowanki, czasami pyty z muzyką lub z bajkami do słuchania. Innego dnia byłam w stowarzyszeniu dla dzieci niepełnosprawnych i tam próbowałam uczyć je języka francuskiego, choć tak naprawdę wielu z nich trudność sprawiało nawet mówienie po arabsku. Były tam też dzieci autystyczne, z różną niepełnosprawnością, fizyczną i umysłową, tak więc główne nasze zajęcia stanowiły krótkie zabawy po francusku, prace manualne, pisanie literek na tablicy, co dzieci bardzo lubiły. Na początku przeszkadzała mi nieznajomość języka. Dopiero zaczęłam uczyć się arabskiego, miałam lekcje dwa razy w tygodniu. Kiedy nic nie rozumiałam, było mi bardzo trudno, szczególnie w pracy z dziećmi w szpitalu. Co prawda zawsze był z nimi jakiś kontakt, bo często słowa nie są najważniejsze, aby porozumieć się z dzieckiem, jednak czasami bardzo dużo mi opowiadały, pytały, a ja niestety nie rozumiałam, nie mogłam nic odpowiedzieć i to było dla mnie najgorsze, denerwowało mnie. Z czasem zaczęłam rozumieć proste zdania, mogłam też skonstruować krótkie odpowiedzi. Dawało mi dużo radości to, że przynajmniej w taki prosty sposób mogę z nimi porozmawiać. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam szpital, byłam przerażona. Brud, robaki łażące po ścianach, wybite szyby, lepiące się podłogi, brudna i przepocona pościel, same dzieci nie zadbane, nie umyte, byłam przerażona, jak można doprowadzić szpital do takiego stanu i nic z tym nie robić. Powodem na pewno nie jest brak personelu, ponieważ jest go wystarczająco dużo, łącznie ze studentami odbywającymi tam staż. Jednak dla wielu praca jest miejscem czy sposobem spędzania czasu, a nie pracą. Słyszałam to nawet z ust samych Algierczyków, mówili, że to u nich normalne, że jeśli za bardzo przykładasz się do pracy, nie jest to dobrze widziane, musisz się dostosować do innych. Pielęgniarki nie zajmowały się odpowiednio dziećmi, mimo że miały na to czas. Zdarzało się, że same z siostrą, z którą tam chodziłam, myłyśmy dzieci i zmieniałyśmy pościel. Nie mogłyśmy patrzeć na to, w jakich warunkach są pozostawione. Później z miesiąca na miesiąc zobaczyłyśmy, że zmienia się podejście do czystości, zostały odnowione toalety, sprzątaczki zaczęły bardziej dbać o czystość, zauważyłyśmy, że coś się zmienia na lepsze. Rozmawiałam o tym z pielęgniarkami, mówiłam im szczerze, że jest brudno, one przyznawany mi rację. U nas już tak jest, mówiły. W bibliotece wykonywałam proste rzeczy - zapisywanie nowych osób, wpisywanie książek do komputera, segregowanie, układanie na półkach, oznaczanie, pomagałam też czytelnikom wyszukiwać książki, wybrać odpowiednią, czasem napisać lub sprawdzić jakiś tekst. Z biblioteki korzystały studentki psychologii, pedagogiki, języków obcych. Przychodzili też chłopcy, jednak ze względu na kierunek biblioteki zdecydowaną większość stanowiły dziewczęta. Sporo rozmawiałyśmy. Dziewczyny były bardzo ciekawe, skąd jestem, jak jest w Polsce. Czasem okazywało się, że byłam pierwszą osobą, którą poznały, pochodzącą z innego kraju. O wszystko mnie pytały, zwłaszcza że Polska to kraj niemuzułmański, o innej kulturze i tradycjach. Rozmawiałyście o tych różnicach? - Tak. Często też pytały mnie, dlaczego przyjechałam. Kiedy mówiłam o pracy w bibliotece u sióstr, dziwiły się, że to wolontariat. W Algierii pojęcie wolontariatu nie jest zbyt popularne, to się dopiero zaczyna. Dziwiły się, że nie dostaję za to pieniędzy. Oczywiście nie nazywałam tego wolontariatem misyjnym. Tam nie ma możliwości, by mówić o ewangelizacji, misji. Tam trzeba po prostu być z ludźmi, nawiązywać relacje, przyjaźnie, to właśnie jest praca z muzułmanami, wymiana, wzajemne poznawanie się. Myślę, że to jest najważniejsze, to jest misja bycia z ludźmi, poznawania ich, ich kultury i życia, przełamywania barier. Jaki jest obraz chrześcijanina w Algierii? - Często jest to obraz kogoś, kto przyjeżdża tylko po to, żeby nawracać innych. I to jest oczywiście niedobry obraz. Więc jeśli przyjeżdża ktoś i jest z ludźmi, pracuje z nimi, i na co dzień z nimi przebywa bez nacisku na zmianę religii, tylko tak zwyczajnie jak człowiek z człowiekiem, ten obraz się zmienia. Przestają się bać chrześcijan, jeśli poznają konkretną osobę. Mam wrażenie, że tak naprawdę chyba trochę się nas obawiają. Imamowie podczas kazań często mówią o tym, że chrześcijanie to zagrożenie, że trzeba ich unikać, trzeba się ich bać. Choć w relacjach z ludźmi na co dzień tego walczącego islamu się nie odczuwa, niestety władze prowadzą taką politykę. A ty jak byłaś przyjmowana? - Przyjmowano mnie bardzo dobrze, z serdecznością. Ci, których spotkałam, cieszyli się, że jestem w ich kraju, pytali dlaczego już wyjeżdżam i dlaczego nie zostanę w Algierii. Zwykłemu „dzień dobry” towarzyszyło zawsze kilka zdań, zdarzało się, że osoba, którą widziałam po raz pierwszy, dawała mi swój numer telefonu mówiąc: jak będziesz czegoś potrzebowała, to daj znać. Oni są serdeczni i naprawdę otwarci. Oczywiście wiedzieli, że jestem chrześcijanką – zazwyczaj pytanie o religię było jednym z pierwszych stawianych mi pytań. Gdy odpowiadałam, że tak, jestem chrześcijanką, niektórzy patrzyli na mnie z politowaniem… Czasem dzieci w szpitalu martwiły się o mnie i chciały, żebym wypowiedziała zdanie, które jest wyznaniem wiary. Trzeba to wypowiedzieć z podniesioną ręką, dzieci namawiały mnie, abym to zrobiła. Bały się o mnie i prosiły: słuchaj, musisz zostać muzułmanką, bo jeśli nie, to pójdziesz do piekła. Były kochane. Czy religia jest mocno obecna w życiu Algierczyków? - Można powiedzieć, że islam ukierunkowuje rytm życia - pięć razy dziennie modlitwa, miejsce kobiety, mężczyzny w życiu, domu, rodzinie. Są osoby, które żyją religią, jej zasady starają się wprowadzać w życie, a są takie, które jedynie w teorii są muzułmanami, a tak naprawdę nie przestrzegają zasad Koranu. Jednak należy być poprawnym społecznie i być uważanym za dobrego muzułmanina. Siostry mówiły mi, że zauważyły zmianę w Oranie, jest więcej tzw. islamistów, mężczyzn, którzy ubierają się na wzór Mahometa, noszących brody i długie tuniki, tzw. gandury. To jest islam bardziej konserwatywny, ostatnio widać go więcej na ulicach. Także kobiety często są zasłonięte całe na czarno, nawet w rękawiczkach. A jak żyją chrześcijanie w Algierii? - W zasadzie nawet noszenie krzyżyka na ulicy jest uznane za prozelityzm. Posiadanie Biblii w miejscu publicznym jest zabronione. Zdarzyło się, że policja weszła do jednej z bibliotek i zaczęła szukać Biblii. Tak naprawdę zawsze mogą znaleźć jakieś powody, żeby zamknąć bibliotekę. Biblioteka, w której pracowałam, nie miała takich problemów. Rzeczywiście mieliśmy Pismo Święte, ale nie było udostępniane czytelnikom. Na południu Algierii zdarzyła się sytuacja, że wolontariuszom, którzy prowadzili zajęcia z języka francuskiego, zakazano prowadzenia lekcji. W Algierze była grupa Brazylijczyków, która pracowała ze studentami z innych krajów Afryki, nie algierskimi, prowadziła spotkania i modlitwy. Chciano ich deportować, na szczęście po długich negocjacjach i różnych interwencjach zostali jeszcze na pewien czas. Jeden z księży, który pracował już od wielu lat w Algierii, musiał wyjechać. Pomagał emigrantom z Afryki subsaharyjskiej. Został zatrzymany wracając od nich. Miał przy sobie Biblię. Został oskarżony o sprawowanie liturgii w miejscu do tego nie przeznaczonym, mimo że w tym dniu nie odprawiał tam mszy. Po głośnym procesie, zgodnie z wyrokiem zmuszony był opuścić Algierię. Towarzyszył mu lekarz Algierczyk, muzułmanin, który opiekował się migrantami, służąc pomocą medyczną. Został oskarżony o kradzież leków, które miał przy sobie tego dnia, co oczywiście nie było prawdą. Potraktowano go surowiej, ponieważ muzułmanin współpracujący z chrześcijaninem, to sytuacja dużo gorsza. Uznano go za winnego, skazano na 2 lata więzienia (po odwołaniu otrzymał ten wyrok w zawieszeniu) oraz dodatkowo musi zapłacić dużą karę pieniężną. Jeśli chodzi o Kościół algierski, można go określić jako międzynarodowy. Jest bardzo niewielu Algierczyków chrześcijan, katolików. To gównie siostry, bracia, studenci z innych krajów afrykańskich, z Nigerii, Kamerunu, Mali, Burundi, Madagaskaru. Kościół jest nieduży i wielonarodowościowy, bardzo kruchy. Władze zawsze mogą znaleźć pretekst, by zabronić odprawiania mszy. Dwa lata temu wprowadzono prawo, które zabrania odprawiania kultu w miejscach do tego nie przeznaczonych i przede wszystkim dotyczy to chrześcijan. Wyznaczono tylko kilka oficjalnych miejsc, kościołów; w dużym stopniu ogranicza to organizowanie spotkań i modlitw. Można powiedzieć, że ostatnio był okres nagonki na chrześcijan, w prasie wciąż pojawiały się artykuły oskarżające o ewangelizację. Jeśli chodzi o chrześcijan algierskich, bo są tacy, chociaż niewielu, ich życie jest bardzo trudne. Nie mogą nawet przyznać się rodzinie do swojej wiary. Zazwyczaj nikt o tym nie wie lub tylko jedna zaufana osoba. Żyją tak jakby w ukryciu. W każdym momencie są narażeni na to, że ktoś doniesie policji, zostaną oskarżeni o prozelityzm i zatrzymani. Nie chodzą na modlitwy muzułmańskie, nikt nie może też wiedzieć, że chodzą do kościoła. W domu zazwyczaj mówią: „może w tym momencie nie będę chodzić na modlitwy” albo: „modlę się, tylko w swoim czasie”. Nie mogą mieć w domu krzyża, obrazów. Te osoby uczestniczą w świętach muzułmańskich z resztą rodziny, zachowują ramadan, pozory bycia muzułmaninem. To jest bardzo ciężkie, wiele ich to kosztuje, przechodzą wiele prób i doświadczeń. Często zadziwiała mnie ich dzielność i głębia wiary. Czy w Algierii umiera się za wiarę? - Tak, były takie przypadki, np. siedmiu mnichów z Tibhirine zamordowanych w 1996 roku. W latach 90. było dużo prześladowań. Wielu chrześcijan, Algierczyków, wyjechało, sióstr i braci również. Ale byli i tacy, którzy zostali, m.in. niektóre z Sióstr Białych. Kiedyś pewien Algierczyk, gdy powiedziałam, że pracuję w ich bibliotece stwierdził: to są bardzo dobre siostry, bo gdy było ciężko, one zostały z nami. Myślę, że sama obecność jest bardzo istotna, szczególnie w takich trudnych momentach. Zwykli ludzie, muzułmanie mają już dosyć terroryzmu, prześladowań, ciągłego strachu. Chcą żyć swobodnie, w pokoju, a niestety, szczególnie na północy kraju w górach, zdarzają się nieraz eksplozje i zamachy. Ludzie mówią, że islam walczący nie jest prawdziwym islamem, ponieważ jest to religia pokoju i dobra, a nie wojny i prześladowań. I to jest pocieszające, że jest wiele takich osób, które chcą dobra, które żyją wiarą, a nie przemocą. Tak naprawdę dopiero w Algierii poznawałam islam. Teraz dużo więcej wiem, jak żyją muzułmanie. Wiem, że jest to religia, w której liczy się dobro, posłuszeństwo Bogu. Poznałam różne tradycje, sposób przeżywania świąt. Osoby, które rzeczywiście żyją wiarą, potrafią się naprawdę otworzyć na drugiego człowieka, zaakceptować inność i żyć razem nie budując barier. Pracowałaś, poznawałaś ludzi, a co robiłaś w czasie wolnym? - Nie było go zbyt dużo, bo w weekendy zazwyczaj były jakieś zebrania, spotkania, np. grupy przygotowującej eucharystie, w której uczestniczyłam. Odwiedzałyśmy znajome rodziny algierskie lub ktoś przyjeżdżał do nas. Czasem jechałyśmy nad morze albo do lasu, takiego mało zielonego, z rzadkimi drzewami i z bardzo ubogą ściółką leśną… ale zawsze to las. Zobaczyłaś trochę Algierii? - W marcu studenci mają przerwę wiosenną, więc biblioteka była zamknięta przez 10 dni. Chciałam wykorzystać ten czas na poznanie Algierii. W Ghardai miałam okazję zobaczyć, jak żyją Mozabici, ludność berberyjska, pielęgnująca swoją kulturę i tradycję od bardzo dawna. Teraz, gdy zaczęły się wakacje, pojechałam na południe do Tamanrasset, miasta związanego z Karolem de Foucauld. To była piękna wyprawa. Mieszkają tam Tuaregowie, koczowniczy lud pustyni. Zwiedziłam też pustelnię Karola de Foucault w górach Hoggar. W tej chwili jest tam kilka pustelni. Mieszkają tam Mali Bracia Jezusa, wśród nich jeden Polak. Nigdy nie myślałam, że będę mogła zobaczyć te miejsca. Poznałam okolice Oranu, kilka razy byłam też w Algierze, zwiedziłam Tizi Ouzu, miasto w górach, gdzie Ojcowie Biali prowadzą bibliotekę. Algieria jest piękna, różnorodna, północ jest zupełnie inna niż południe. Krajobraz, architektura, samo życie ludzi bardzo się różnią. Na północy życie toczy się jak w każdym większym mieście, na południu ludzie żyją inaczej, prościej. A jak smakowała ci algierska kuchnia? - Jedzenie rzeczywiście różni się od naszego. Nie można jeść wieprzowiny, wiadomo, więc często je się baraninę, spróbowałam też mięsa wielbłąda - bardzo dobre. Jadłam dużo kuskus - to tradycyjna potrawa, z sosem i warzywami, jada się ją również na słodko, z cukrem, rodzynkami lub miodem, pycha. Jadłam tradycyjne zupy warzywne – harira, shorba. Lubię kuchnię algierską. Cukiernictwo to tradycja algierska, więc to także bardzo ładne i dobre ciastka, co prawda są dość słodkie, zresztą wszystko w Algierii jest bardziej słodkie, nawet soki owocowe. Ważna jest herbata. Zielona, z miętą, podawana w małych wąskich szklaneczkach, nalewana z czajniczka, z góry, żeby była pianka. Pije się ją często, prawie każdego wieczoru, a kiedy zaproszeni są goście, herbata jest obowiązkowa, zazwyczaj nalewana trzy razy do szklaneczki. Chciałabyś tam wrócić? - Chętnie. Siostry są otwarte na współpracę, biskup Oranu również widzi potrzebę pomocy w diecezji. Istnieje organizacja francuska, która wysyła wolontariuszy w różne części świata. W Algierii też były takie osoby, wolontariusze. Na trochę innych zasadach, ale pracowały dla Kościoła tak jak ja. Niektóre zgromadzenia zastanawiają się, czy w ogóle obecność Kościoła jest potrzebna w kraju muzułmańskim. Myślę, że szczególnie po ostatnich artykułach w prasie i wydarzeniach, o których mówiłam, jest bardzo ważna. Choćby dlatego, by muzułmanie wiedzieli, że chrześcijanie nie są tacy straszni, jak się o nich mówi, że umiemy żyć razem wspierając się nawzajem a nie nawracając, a obecność osób z różnych krajów pokazuje Algierczykom, że chrześcijanie to nie tylko Francuzi. Będę się teraz dzielić tym doświadczeniem. Opowiadać o tym, jak muzułmanie widzą nas chrześcijan, jacy są naprawdę, jak żyją swoją religią. Również w Polsce muzułmanie będą się pojawiać, choćby uchodźcy czy emigranci. Chodzi o to, żeby zacząć przybliżać ten temat, przełamywać bariery, nieufność i obawy. Jest się czym dzielić.
Źródło: www.duch.lublin.pl Do ulubionych (32) | Zacytuj | Odsłon: 162 | Email
Tylko zalogowan użytkownicy mogą komentować materiały . Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6 |
||||
| Zmieniony ( 11.10.2008. ) | ||||
| następny artykuł » |
|---|
|
|||
______________________
Kwestia niewolniczej pracy dzieci poruszana była 19 listopada 2007r. w audycji „Radio-raport”, którą prowadził w Polskim Radiu Lublin ks.Mietek Puzewicz.
______________________
Chrześcijaństwo jest najbardziej prześladowaną religią świata. Tej kwestii poświęcona była audycja ks.Mietka Puzewicza pt.„Radio-raport" 23.04.2007 w Polskim Radiu Lublin. W ostatnich dwudziestu latach kilkanaście tysięcy wyznawców Chrystusa zginęło na wszystkich kontynentach. O sytuacji chrześcijan w Azji opowiada w rozmowie z Katarzyną Surowiec ks.Edward Osiecki, misjonarz werbista, który pracuje w Warszawie jako duszpasterz uchodźców
______________________
Problem łamania praw człowieka w Chińskiej Republice Ludowej był jednym z tematów poruszanych w magazynie młodzieżowym "Spojrzenia", 13 października 2007 r. w Polskim Radiu Lublin.
9 października 2007r. w Warszawie odbyła się konferencja pt. "Igrzyska Olimpijskie 2008 jako okazja do polepszenia przestrzegania praw człowieka w Chinach", podczas której oprócz zdecydowanego protestu przeciwko odbyciu się Olimpiady w Pekinie poruszane były m.in. kwestie pozyskiwania narządów od wyznawców Falun Gong oraz funkcjonowania obozów przysmusowej pracy w Chinach.